Strona testowa.

prosze nie linkować.




est królewskie, a nie kupieckie, przeto zaklinam cię na Allacha, opowiedz mi cos więcej o sobie, bym poznał twa godnosć i stanowisko. I rzekłszy to tak poczał wokół Maarufa zabiegać i tak podszedł go, spojonego, że Maaruf wyznał: „Anim ja kupiec, ani syn królewski – i opowiedział cała swoja historię od poczatku do końca. Wezyr poprosił wówczas. „Na Allacha, panie mój, zaklinam cię, pokaż nam ów pierscień, abysmy mogli zobaczyć, jak jest zrobiony. I Maaruf upojony zdjał sygnet, i
wtem ujrzał go pewien człowiek i spytał: «Co się z toba dzieje, wężu?» Odrzekł waż: «Uciekłem od zaklinacza, a on mnie szuka. Jeżeli uratujesz mnie przed nim i skryjesz u siebie, dam ci na pewno wspaniała nagrodę i wyswiadczę ci wiele dobrego!» Wział go więc ów człowiek skuszony zapłata i marzac o nagrodzie włożył węża do swej torby. A kiedy zaklinacz przeszedł już koło nich i oddalił się, idac swoja droga, i minęło niebezpieczeństwo dla węża, rzekł do niego człowiek: «Gdzie jest mo
omnat ojcowskich swoje kroki skierowała, i rzekł do siebie: „Ciekaw jestem, po co ta jędza wyszła ze swego pałacu i wsród nocnych ciemnosci do pałacu mojego ojca zdaża? Musi w tym być jakas przyczyna! To rzekłszy udał się jej sladem niepostrzeżony. A miał przy sobie krótki miecz z damasceńskiej stali i zawsze, gdy wchodził do dywanu swego ojca, nosił go u pasa, gdyż tak bardzo miecz ów był mu drogi. Ojciec, widzac go z mieczem smiał się zawsze i mawiał do niego: „swietnie! Zaiste, w
wróciłem do swego kraju, do rodziny, swojego miasta i domów. Rozdawałem jałmużnę, obdarowywałem i odziewałem wdowy i sieroty, a sam spędzałem czas w otoczeniu towarzyszy biesiad i przyjaciół, żyłem w nieustannym zbytku jedzac, pijac i weselac się. Ucztujac, zabawiajac się i przebywajac z towarzyszami, zapomniałem wkrótce, co mi się przytrafiło, co od przeciwieństw losu wycierpiałem i jakich zaznałem niebezpieczeństw. Zysków moich zas z tej wyprawy ani zliczyć, ani wyliczyć by się ni
d tej pory często ich odwiedzałem i dzięki nim spływało na mnie błogosławieństwo. Po jakims czasie obliczyłem to, co od nich zyskałem, i stwierdziłem, że było tego tysiac denarów. Rzekłem więc do siebie: «Najlepiej wrócić teraz w rodzinne strony.» I poszedłem do domu Achmada, ucałowałem jego ręce, a on spytał: «Czego sobie życzysz?», odrzekłem: «Chcę wyjechać», i wypowiedziałem te oto wiersze: Gdziekolwiek cudzoziemiec przebywa, tam wszędzie Budowa zamków w wietrze bywa jego pr